wtorek, 13 listopada 2012

Castanea sativa




W Paryżu najlepsze kasztany są na placu Pigalle.
Zuzanna lubi je tylko jesienią.
- Przesyła ci świeżą partię.





A właśnie, że ich kulinarna geneza sięga zimowej diety niezamożnych mieszkańców Italii. Jedne z największych upraw znajdują się wciąż w regionie Lacjum. Tam też w okresie października i listopada można uczestniczyć przynajmniej w kilku jarmarkach i specjalnych dniach poświęconych kasztanom (sagra della castagna). 


Czy są smaczne? Kwestia gustu.

Są trochę jak orzechowe ziemniaczki. Słodkie i ziemiste w smaku. Mi, jako fance wszystkiego co ziemniaczane i quasi-ziemniaczane, bardzo odpowiadają.
Jako syta, ciepła przekąska, z którą trzeba się trochę 'pobawić', ściągając niejadalne łupiny.



Skorzystałam z rady, by przed pieczeniem lekko obgotować kasztany we wrzątku (15 minut, nacięciami do dna). 
I naprawdę radzę naciąć łupiny dość starannie (zalecam ostry nóż lub pomoc TŻ). Po 15 minutach w piekarniku rozgrzanym do 210°C, po otwarciu drzwiczek zdrowo huknęło! i jeden delikwent eksplodował pokrywając piekarnik, okoliczne szafki i mnie od frontu szronem swej kasztanowej zawartości. Było to dość zabawne, Mąż przyleciał sprawdzić, co się dzieje, ale chyba nie warto tego umyślnie próbować...



Podobno można je opiekać na patelni (zwykłej lub grillowej), albo na grillu. Jeśli ktoś w domowych warunkach próbował którejś z tych opcji, proszę o komentarz, jak poszło...





21 komentarzy:

  1. Kasztany są dobre,
    ale Twoje zdjęcia są piękne.

    OdpowiedzUsuń
  2. No proszę, jakaś nowa informacja do katalogu :) a gdzie w Polsce można kupić jadalne kasztany? chętnie spróbuję...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja dostałam w przypracowym sklepiku z serii ODiDO... Ale to chyba czysty dostawczy przypadek, bo sprzedająca powiedziała, że mają pierwszy raz. Taki to sklepik, raz figi, raz kasztany, a raz pustki ;)

      Usuń
    2. no właśnie, tak jest najczęściej :)

      Usuń
  3. nigdy nie próbowałam tych jadalnych, ale te na Twoich zdjęciach zjadłabym z monitora. A jeszcze jak pięknie opakowane i podane do schrupania...mmm:))) szybko by zniknęły. To na pewno:)
    dobrego dnia:*:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię :-), choć ciężko je dostać, zazwyczaj kupuję w Makro.

    OdpowiedzUsuń
  5. No ciekawe... :) W Karpaczu w tym roku mieliśmy historyczne wydarzenie, ponieważ jadalny kasztan zakwitł i wydał owoce :) Niestety nie było mi dane spróbować ani jednego ;)
    p.s. Masz ładny kolor paznokci :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję... A moźe w następnym sezonie owocowania kasztanowca się uda?

      Usuń
  6. Ziemniaczane w smaku mówisz. No to ja na pewno zostałabym fanką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno przynajmniej warto spróbować. :)

      Usuń
  7. Odkąd babcia upiekła kiedyś kasztany (nie nacięła więc wiesz, co się działo) kocham je miłością nieodwzajemnioną. Tak rzadko goszczą na półkach sklepowych. U mnie dostępne tylko w Tesco i też nie zawsze najwyższej jakości.
    Nigdy nie silę się na wymyślne przepisy. Po prostu zjadam upieczone, w niebotycznych ilościach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale się nie dziwię, a i klasyków nie ma co udziwniać!

      Usuń
  8. ojej ale fajnie wyglądają, nigdy jeszcze nie próbowałam, ale jeśli ziemniaczane w smaku, sama nie wiem :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kasztany są wspaniałe, moja teściowa bardzo często je przygotowuje i tak jak piszesz gotuje je wcześniej.Piękne zdjęcia i nawet lakier, bluzka i zegarek doskonale się komponują z kasztanami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, taki był zamysł co do zdjęć. Cieszę się, że Ci smakują, zauważyłam że gusta w tej sprawie są dość podzielone. Pozdrawiam!

      Usuń
  10. Kasztany - jadłam kiedyś i bardzo mi smakowały ;) Szkoda że w naszym klimacie nie rosną :) Kochana - zapraszam do mnie po odbiór wyróżnienia :) Uwielbiam Twój blog za nietuzinkową atmosferę, przepisy i fotografię która zawala mnie z nóg :)
    Buziaki - Ania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz Gosia Rudzia napisała powyżej, że w Karpaczu im taki jeden okaz zaowocował... :) Kolejny raz dziękuję Ci Aniu za ogromne komplementy i już odbieram wyróżnienie! Chętnie też bym Cię wyróżniła Liebsterem, ale masz już dwa - robię to więc póki co 'mentalnie', żebyś miała 3! :*

      Usuń
  11. Oj są pyszne, grillowane :D Ale w PL ciężko je dostać ;(
    Pysznie tu u Ciebie ...zostaje już TU!
    Pozdrawiam i ( nieśmiało )zapraszam do mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Podobnie jak Zuzanna, lubię je tylko jesienią. Właściwie chociaż raz na sezon jesienny, staram się je zawsze zrobić. Z takiej tuby miło je podjadać :)

    OdpowiedzUsuń